"Opis"

Wszystkie dziwne, nieznane wyrazy w postach zostały wymyślone.!

niedziela, 30 listopada 2014

XV




XV

Rok 2136

          Po kilku miesiącach przygotowań, które miały na celu zgładzenie królowej, byłam już prawie gotowa. Darzyłam ją taką nienawiścią, że nic nie zdołałoby mnie powstrzymać przed zabiciem jej. To przez królową, wszyscy członkowie Svart byli więzieni przez całe swojej dzieciństwo, w małych, wilgotnych i zimnych pomieszczeniach. 
            Obudziłam się i spojrzałam na chłopaka, który leżał obok. Uśmiechnęłam się do siebie, patrząc jak miarowo oddycha. Po chwili i on się obudził witając mnie szerokim uśmiechem. 
- Dzień dobry - powiedział.
- Dzień dobry - odpowiedziałam. Pochyliłam się i pocałowałam go, następnie podniosłam się z łóżka by się ubrać. 
- Już mi uciekasz? - wymruczał Max.
- Mam sporo pracy Max, wiesz o tym.
- Ale nic się nie stanie jak się chwilę spóźnisz - złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
- Max proszę - powiedziałam błagalnie. Chłopak pochylił się i złożył na mych ustach słodki pocałunek, aż zakręciło mi się w głowie. Chciałam tu zostać, z nim, zapomnieć o całym otaczającym nas świecie, lecz nie mogłam dopóki żyła królowa - Kocham cię - powiedział, gdy oderwał się od moich ust - Pamiętaj o tym.
- Ja też cię kocham - powiedziałam.

***

- Wszystko gotowe? - zapytałam.
- Tak - odpowiedział Tomas - I Kendro. Uważaj na siebie dobrze?
- Będę - odpowiedziałam i przytuliłam się do niego. Tomas był dla mnie jak brat. Zawsze  mogłam iść do niego z każdym problemem, a on starał się mi pomóc. 
- Wszędzie cię szukałam - powiedział ktoś za moimi plecami.
- Catia, jesteś gotowa? - spytałam.
- Oczywiście - uśmiechnęła się. Ona i ja miałyśmy się wkraść do zamku, odnaleźć miejsce, gdzie znajduje się królowa i ją wyeliminować. Taki przynajmniej był plan - Ruszamy? - zapytała Catia.
- Za chwilę - powiedziałam i wyszłam z gabinetu Tomas'a. Musiałam zobaczyć się z przyjaciółmi. Choć wiedziałam, że i tak nic nie mogło mi się stać. Weszłam do "salonu", było to pomieszczenie, w którym stała wielka kanapa i telewizor. Oczywiście zastałam ich siedzących razem, i zajętych rozmową. Gdy mnie zobaczyli od razu zrobiło się cicho.
- Już czas? - zapytała Erin. Pokiwałam głową. Wszyscy bez wyjątku wstali i podeszli do mnie by mnie przytulić. Od razu poczułam się lepiej. Wiedzieli, że robię to by wszyscy, nie tylko tacy jak my, byli wolni. Każdy na to zasługuje. 
             Gdy pożegnałam się ze wszystkimi, razem z Catią wyszłyśmy na zewnątrz i skierowałyśmy się w stronę zamku. Byłam pewna, że łowcy, którzy gonili mnie kilka miesięcy temu przekazali jej moje pozdrowienia. Ale na pewno się mnie dziś nie spodziewała. Minęło dużo czasu od naszego ostatniego spotkania. Byłam ciekawa, czy mnie rozpozna. Po godzinie marszu było już widać zamek. Plan był taki, że wejdziemy tym samym wejściem, przez które wchodziłam by uratować Catię. Mogłam stać się niewidzialna, więc bez problemu mogłam przejść niezauważona. A, gdy wezmę Catię za rękę ona też stanie się niewidzialna. Więc, gdy stanęłyśmy przed drzwiami, szybko złapałam rękę dziewczyny i wyobraziłam sobie, że jesteśmy niewidzialne. Później otworzyłyśmy drewniane drzwi i weszłyśmy do środka. Przeszłyśmy długim korytarzem obok cel, a następnie weszłyśmy schodami do góry. Mijałyśmy strażników, którzy jakby nigdy nic szli dalej nie zwracając na nas uwagi. Niewiele zmieniło się tu od mojej poprzedniej wizyty. Wszystko wyglądało tak samo jak wtedy. Po krótkiej chwili stanęłyśmy przed drzwiami sali tronowej, w której zazwyczaj siedziała królowa. Wzięłam głęboki wdech i delikatnie uchyliłam drzwi, a następnie wślizgnęłyśmy się do środka. Zauważyłam królową, która siedziała wygodnie na swoim tronie i czterech strażników. Uśmiechnęłam się do siebie. Bardzo ułatwiła nam sprawę. Kiwnęłam głową, dając znać Catii, że możemy zaczynać. Ona miała zaatakować dwóch strażników z lewej, a natomiast ja z prawej. Dziewczyna puściła moją rękę tym samym zdradzając swoją obecność. Zdezorientowani strażnicy nie wiedzieli co się dzieje, więc zanim zdążyli wyciągnąć broń, już leżeli martwi na posadzce. Dwóch strażników z prawej ruszyli na Catię z bronią, lecz zanim dobiegli do niej zaatakowałam ich swoją mocą. I tak w przeciągu kilku sekund pozbyłyśmy się czterech strażników. Spojrzałam na zdziwioną królową, lecz gdy tylko mnie ujrzała zrobiła się blada jak ściana. 
- Witaj królowo - zaczęłam uśmiechając się do niej szeroko - Dawno się nie widziałyśmy.
- Czego chcesz? - zapytała drżącym głosem.
- Kiedyś obiecałam ci, że cię zabiję i oto jestem - wskazałam siebie.
- Myślisz, że tak łatwo mnie zabić? - zapytała, lecz teraz w jej głosie nie było słychać strachu. 
- Przynajmniej spróbuję - powiedziałam.
- Jesteś w moim zamku, znajduje się tu pełno strażników, więc nawet jeśli uda ci się mnie zabić, to nie uciekniesz stąd. 
- Zobaczymy, choć... ty już tego nie zobaczysz - królowa wstała z tronu i podeszła do mnie. 
- Jesteś bardzo młoda - powiedziała - I niedoświadczona. Nawet jeśli posiadasz jakąś moc i tak mnie nie pokonasz. Od lat zabieram moc takim jak ty i sama ją wchłaniam, przez co jestem jeszcze silniejsza niż wtedy kiedy ostatnio się widziałyśmy - królowa wyciągnęła rękę w moją stronę, a ja poczułam niewyobrażalny ból. Złapałam się za głowę i padłam na kolana. Musiałam przyznać, że była na prawdę silna, ale ja byłam silniejsza. Zaczęłam przezwyciężać ból i powoli wstałam z ziemi. Skupiłam w sobie całą swoją moc i wyrzuciłam ją z siebie prosto w stronę królowej, przez co ona wylądowała kilka metrów dalej. Lecz szybko się podniosła i znów stała przede mną. Ja natomiast sięgnęłam po miecz, który leżał na ziemi i wycelowałam nim w królową.
- Myślisz, że tym mnie pokonasz? - zapytała.
- Tak - odpowiedziałam.
          Całą swoją moc włożyłam w miecz, który trzymałam w dłoni, a następnie z niesamowitą szybkością, rzuciłam nim w królową. Kobieta zanim zdążyła zareagować leżała już na ziemi z mieczem wbitym prosto w serce. 
- Już nikomu nie zabierzesz dzieciństwa - powiedziałam głośno. Następnie wzięłam Catię za rękę i razem wyszłyśmy z zamku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz