"Opis"

Wszystkie dziwne, nieznane wyrazy w postach zostały wymyślone.!

sobota, 29 listopada 2014

XIV

XIV

Rok 2135

w tym samym czasie


- Max?! Widziałeś może Kendrę? - spytałam chłopaka, który zabierał się za jedzenie kolejnego kawałka ciasta. Spojrzał na mnie, jakby przyłapany na gorącym uczynku i odłożył talerzyk z ciastem.
- To nie tak jak myślisz - zaczął się tłumaczyć. Wywróciłam oczami.
- Nie chodzi mi o ciasto. Pytałam się, czy widziałeś Kendrę.
- Nie. To dziwne, ale powinna tu być już od dawna. Jak ją widziałem rano to mówiła, że nie może opuścić urodzin najlepszej przyjaciółki - powiedział Max.
- A jednak nie przyszła - westchnęłam. Nagle przyszłam mi do głowy straszna myśl - Może coś jej się stało! - wyjęłam szybko telefon z kieszeni i wykręciłam numer Kendry. Ale nie odebrała. Zaczęłam się o nią martwić i panikować - Chodźmy ją poszukać! - zaproponowałam.
- Ok - powiedział Max, który wyglądał teraz na naprawdę wystraszonego. Kochał Kendrę i nie wybaczyłby sobie, gdyby coś jej się stało. Praktycznie wybiegliśmy na zewnątrz, po czym zaczęliśmy szukać Kendry. Nie mogła daleko zajść, myślałam. 
- Gdzie ona mogła się podziać? - zapytałam przerywając panującą ciszę.
- Nie mam pojęcia - odpowiedział Max ze zmartwioną miną. 
         Po przejściu już niemałego kawałka, byliśmy już totalnie zmęczeni i zrezygnowani. A do tego powoli zaczynało się robić ciemno. Nagle usłyszałam jakiś dźwięk, tak jakby głosy. Stanęłam jak wryta rozglądając się dookoła. 
- Co się dzieje? - zapytał Max, gdy zauważył, że stanęłam.
- Cicho! - powiedziałam do chłopaka, który zmarszczył brwi nie wiedząc o co chodzi. Ktoś się zbliżał, byłam tego pewna. Poszukałam szybko wzrokiem miejsca, gdzie moglibyśmy się schować, po czym złapałam Max'a za rękę i pociągnęłam w innym kierunku. Schowaliśmy się za jakimś wielkim kamieniem, czekając. 
- Powiedz mi co się dzieje? - odezwał się Max.
- Ktoś nadchodzi - odpowiedziałam na jego pytanie, niespokojnie rozglądając się dookoła. Nagle zobaczyłam grupkę osób idącą ścieżką, którą ja i Max szliśmy. Byli zajęci rozmową, więc nie rozglądali się myśląc, że są sami. 
- Ta dziewczyna była wariatką - mówił jeden z nich - Jak można skoczyć z mostu? - moje serce zaczęło bić jak oszalałe. 
- Królowa nie będzie z tego faktu zadowolona. Ona chciała ją żywą. Co jej powiemy?
- Powiedzmy, że jej nie znaleźliśmy - odezwał się trzeci.
- Dobrze, tak zrobimy.
         Rozmawiali jeszcze chwilę, a gdy odeszli na bezpieczną odległość podniosłam się z ziemi, a wraz ze mną Max. Spojrzałam na niego z przerażeniem i razem ruszyliśmy biegiem w kierunku z którego przyszła grupka mężczyzn. Biegliśmy ile tchu, aż zatrzymaliśmy się przed wejściem na most. Zawahałam się przez ułamek sekundy zanim weszłam na niego. Stanęłam obok poręczy i spojrzałam w dół. Wszędzie była woda, ale nigdzie nie było widać ciała. Ale nawet jeśli to była Kendra, to przecież jest nieśmiertelna, więc powinna przeżyć. 


***
                 
                Tysiąc czterysta dwadzieścia trzy, tysiąc czterysta dwadzieścia cztery, liczyłam sekundy, które dłużyły się w nieskończoność. Leżałam na dnie rzeki jak kamień. Minęły już dwadzieścia trzy minuty od chwili, gdy skoczyłam do rzeki. Byłam pewna, że już na pewno sobie poszli. Odbiłam się od dna i popłynęłam w górę. Gdy byłam już nad powierzchnią otworzyłam oczy. 
- Kendra!? - usłyszałam znany głos. Spojrzałam w górę. Na moście stała Luiza i Max. Uśmiechnęłam się na ich widok i zaczęłam płynąć w stronę brzegu. Gdy wyszłam z wody oboje podbiegli do mnie.
- Wiesz jak się o ciebie martwiłam - powiedziała Luiza - Nigdy więcej tego nie rób.
- Dobrze - uśmiechnęłam się delikatnie do przyjaciółki, a ta rzuciła mi się na ramiona. 
- Kocham cię i nie chcę cię stracić, rozumiesz?
- Tak - powiedziałam. Spojrzałam na Max'a, który przyglądał mi się zmartwiony, więc podeszłam do niego i mocno przytuliłam.
- Martwiłem się - powiedział.
- Przepraszam - odezwałam się, a on pocałował mnie czule, aż zmiękły mi nogi.
- Czy ci ludzie, byli od królowej? - zapytała Luiza.
- Tak - odpowiedziałam - Ona zaczyna mi już działać na nerwy. Zabrała mi całe dzieciństwo, trzeba wreszcie coś z nią zrobić.
- Ale co? - zapytał Max.
- Zabić - powiedziałam - Obiecałam jej to i dotrzymam słowa - dodałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz