"Opis"

Wszystkie dziwne, nieznane wyrazy w postach zostały wymyślone.!

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

I



I
Rok 2133

          Urodziłam się i żyję w świecie, gdzie powietrze jest tak zanieczyszczone, że od bardzo wielu lat nikt nie widział słońca. Z opowieści mojej babci i nauczycieli słuchałam z ciekawością jak wyglądało słońce, jak wtedy wyglądał świat. Lecz przez dymy wydobywane z fabryk wszystko się zmieniło.  Zniknęło większość zwierząt, roślin, a nawet słońce, a zamiast niego pojawiły się ciemny chmury i całe miasto spowił mrok. Społeczeństwo od stulecia jest podzielone na grupy: biednych i bogatych. Biedni nazywani są zarami, a bogaci darsami. Ja i moja rodzina należymy do tej pierwszej grupy. Nie nosimy pięknych, kolorowych strojów, jedynie to co mamy, czyli stare, szare ubrania. Mieszkamy w małych drewnianych domkach, zresztą jak większość biednej ludności. Zajmujemy się głównie uprawą roślin, albo pracujemy w pobliskiej fabryce. Właśnie tam pracują moi rodzice. Natomiast ja i moje rodzeństwo codziennie po szkole pomagamy innym, zbierając owoce i warzywa, a potem segregujemy je. Darsi byli inni niż my. Byli niesamowicie bogaci, mieszkali we wspaniałych domach, jeździli samochodami i ubierali się kolorowo i byli bardzo potężni. Nie szanowali nikogo z niższej klasy ( biednych ). W szkole dzieciaki najczęściej popychały nas i wyśmiewały, nie znam ani jednego zara, który by się im przeciwstawił, a gdyby nawet to zrobił czekałaby go kara. Zasady obowiązujące w naszym mieście są bardzo surowe. I zostały stworzone specjalnie dla zarów. Każdy kto złamie prawo, albo ląduje w więzieniu, albo zostaje skazany na śmierć. Wiele osób już straciło życie przez jakąś drobnostkę. 
       Naszym krajem rządzi królowa Dena Wood. Mówią, że ma serce z kamienia i gdyby tylko mogła zabiła by wszystkich zarów. Ale nie może tego zrobić, ponieważ jesteśmy jej potrzebni, ktoś musi uprawiać rośliny, pracować w fabryce. Jej rządy muszą się skończyć, ktoś musi obalić złą królową.   




~*~*~

- Panno Hood, panno Hood ! - słyszałam głos, który wydawał się znajomy.
        Poczułam uderzenie w ramię. Uniosłam powieki i spojrzałam na osobę, która mnie uderzyła.  Thea, moja najlepsza przyjaciółka patrzyła na mnie niewinnie.
- O widzę, że już jest pani z nami - powiedział nauczyciel - Więc odpowie pani na moje pytanie?
- Jakie pytanie?
- Te, które pani zadałem.
- Przepraszam, ale nie usłyszałam pytania.
- Pytałem,  co to znaczy "anaru"?
- Hmmm.... Przyjaciel?
- Dobrze, ale następnym razem, gdy nie będziesz uważać na lekcji kaharu, wezwę twoich rodziców.
- Przepraszam.
         Nauczyciel usiadł z powrotem na swoim miejscu i czytał na głos jakąś książkę. Zerknęłam na resztę klasy. Wszyscy patrzyli na mnie i szeptali coś między sobą. W tym momencie chciałam zapaść się pod ziemię. Odwróciłam wzrok i spojrzałam na Thee. W tej samej chwili zadzwonił dzwonek, który oznajmiał koniec zajęć.
         Włożyłam książkę do torby i ruszyłam do drzwi. Na korytarzu oświetlanym tylko przez małe lampy, ktoś złapał mnie za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam, że to Mellisa.
- Życie ci nie miłe - spytała.
- O co chodzi?
- O to co się stało przed chwilą na lekcji kaharu.
- Skąd o tym wiesz?
- Wszyscy już wiedzą. Ja usłyszałam od jakiejś darsy. 
- To nic takiego - powiedziała.
- Jak to nic? Przecież mogłaś dostać karę.
- Nie przejmuj się, następnym razem będę uważać.
- Mam taką nadzieję. A teraz przepraszam, ale muszę wracać do domu. Cześć.
- Cześć.
          Kiedy odeszła, ja też poszłam w kierunku domu. Na ulicy było prawie ciemno, chociaż jeszcze był dzień. Mieszkałam dość daleko od szkoły, by dojść do domu musiałam przejść przez całe miasteczko. Było chłodno, a miałam na sobie tylko czarny, wełniany sweter i czarne spodnie. Przyśpieszyłam kroku. Byłam już spóźniona. Gdy wreszcie dotarłam, wpadłam do domu jak huragan.
- Jesteś spóźniona - powiedziała moja starsza siostra Cynthia.
- Wiem.
- Chodź jeszcze tego brakowało, żeby mama się o tym dowiedziała.
           Wybiegłyśmy z domu i pobiegłyśmy na pole, na którym już wszyscy zbierali owoce. Stanęłyśmy dopiero, gdy zatrzymał nas strażnik. Cynthia pierwsza wyciągnęła rękę do mężczyzny. On przejechał nad jej ręką dziwnym urządzeniem. Służyło ono do kontrolowania nas. Urządzenie zaświeciło się na zielono.
- Możesz przejść - powiedział strażnik. Cynthia ominęła go i poszła do innych. Teraz nadeszła kolej na mnie. Podeszłam bliżej i uniosłam rękę. Urządzenie dokładnie przeskanowało mój nadgarstek i również zapaliło się zielone światełko. Obeszłam mężczyznę i skierowałam się do Esther, która stała z jakąś dziewczyną, której wcześniej nie widziałam.
- Cześć Kendra - powiedziała Esther obejmując mnie.
- Cześć.
- O poznaj Catię, jest nowa.
- Hej - odparła Catia. Była mniej więcej w moim wieku. Miała długie kręcone włosy i czarne oczy. Miała na sobie czarne spodnie, bluzkę i sweter. 
- Cześć. Skąd jesteś?
- Mieszkałam trochę tu, trochę tam. Nigdy nie zabawiłam długo w jednym miejscu. Jeśli będziesz miała czas to mogę ci opowiedzieć.
- Na pewno skorzystam - uśmiechnęłam się do niej.
- Świetnie.
           Po pracy jak wszyscy wróciłam do domu. Rodzice też już wrócili. Mama stała przy kuchni i robiła kolację, a tata coś naprawiał. Usiadłam przy stole.
- Kochanie, już wróciłaś? Jak tam w szkole?
- Po prostu świetnie - odpowiedziałam.
- Coś się stało?
- Nie...
           Gdy zjedliśmy kolację poszłam do pokoju, w którym mieszkałam ze swoimi siostrami Cynthią i Kaitlin. Natomiast mój brat Connor miał osobny pokój, bo był najstarszy. W pokoju położyłam się na łóżku, przykryłam szorstkim kocem i zamknęłam oczy. Jutro czeka mnie równie pracowity dzień.
           Następnego dnia, jak co dzień poszłam do szkoły. Lekcje dłużyły się w nieskończoność. Gdy się ma codziennie te same lekcje można zwariować. Nie byłam zbyt dobra w nauce i zazwyczaj nie uważałam, tak samo było i dziś. 
- No to może pani Hood odpowie na moje pytanie. Co to znaczy kamda? Mam nadzieję, że dziś mnie pani słuchała.
- Yyyy....Hmmm....
- Rodzina - powiedział ktoś z tyłu. Odwróciłam się by zobaczyć kto to. Był to jakiś chłopak, którego wcześniej nie widziałam, a obok niego siedziała dziewczyna trochę od niego młodsza. Ją też widziałam po raz pierwszy. Chłopak miał ciemne włosy i oczy oraz lekki zarost. Dziewczyna natomiast miała brązowe, kręcone włosy sięgające ramion i zielone oczy. Wyglądała oszałamiająco. Byłam pewna, że to darsi.
- Dobrze. O... zapomniałem. Do naszej szkoły będą chodzić dwoje nowych uczniów. Dylan i Saja. Mam nadzieję, że spodoba się wam w naszej szkole - powiedział nauczyciel.
           Odwróciłam się jeszcze raz by spojrzeć na nowych uczniów. Saja wyglądała jakby ją to wszystko mało interesowało, zresztą jak i mnie. Dylan natomiast z ciekawością słuchał wszystkiego, co mówił nauczyciel. Nagle odwrócił głowę i spojrzał na mnie. No świetnie teraz wie, że się na niego gapię, na pewno powie to nauczycielowi i będę mieć kłopoty. Nasze prawo zabrania patrzenia na osoby z wyższej klasy, było to karane więzieniem. Chłopak jednak nic nie zrobił tylko uśmiechnął się do mnie. O Mój Boże jaki on ma piękny uśmiech....  Usunęłam z głowy tę myśl, po czym odwróciłam się i wbiłam wzrok w książkę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz