"Opis"

Wszystkie dziwne, nieznane wyrazy w postach zostały wymyślone.!

niedziela, 4 maja 2014

II



II

Rok 2127



              Siedziałam na podłodze w ciasnym, ciemnym pomieszczeniu. Znajdowała się tu tylko prycza i stary, podarty koc. Światło przedostawało się przez mały otwór w ścianie. Chłód przenikał przez moją cienką koszulę nocną. Moje długie, czarne włosy były długie i potargane. Gdy trzy lata temu w nocy do mojego domu wpadli strażnicy królowej miałam tylko siedem lat i bardzo się bałam. Dwóch mężczyzn złapało mnie za ramiona i wyniosło na zewnątrz, wrzucając do dużego samochodu. Słyszałam odległe krzyki rodziców i płacz rodzeństwa. Pamiętam to dokładnie. Każdy szczegół tamtej nocy. Czarne mundury strażników i broń skierowana w moją stronę. Przez całą drogę wpatrywałam się w swoje skute kajdankami ręce i płakałam cicho. Kiedy wreszcie samochód się zatrzymał i wysiedliśmy. Zobaczyłam ogromny budynek, otoczony drutem kolczastym. Mężczyźni popchnęli mnie w stronę budynku, dając mi tym samym znak bym tam poszła. Weszliśmy przez wielkie, stalowe drzwi i szliśmy długim korytarzem. Dookoła było dużo zamkniętych drzwi. Nagle weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia, który wyglądał jak gabinet lekarski. Strażnicy wyszli zostawiając mnie samą. Usiadłam na krześle i czekałam. W końcu do gabinetu weszła kobieta ubrana na biało. Była bardzo młoda, miała długie blond włosy sięgające pasa, oliwkową skórę i niesamowicie piękne zielone oczy. Podeszła do mnie, stanęła obok i podała mi białą koszulę nocną, którą trzymała w ręce. 
- Trzymaj, ubierz się - powiedziała stanowczym głosem. Posłuchałam jej i zdjęłam swoje ubranie. Włożyłam cienką koszulę i popatrzyłam na nią. Trzymała teraz notes i wpisywała do niego jakieś dane - Kendra Hood urodzona w 2117r., córka Celeste Hood urodzonej w 2094r i Adama Hood urodzonego w 2092r, siostra Cynthii Hood (2115), Kaitlin Hood (2118) i Connora Hood (2114) - przeczytała. Byłam przerażona, ona znała dane całej mojej rodziny - Kendro, wiemy o tobie wszystko, również to, że nie jesteś zwykłą dziewczynką i dlatego właśnie trafiłaś tu - siedziałam cicho słuchając wszystkiego, co do mnie mówi - Jestem dr. Laia.
           Przez 3 lata, 36 miesięcy, 156 tygodni, 1095 dni, 26280 godzin, 1576800 minut, 94608000 sekund, byłam badana, przeprowadzano na mnie różnego rodzaju testy. Po całym dniu badań, byłam zamykana w celi, która była moim domem. Czasem myślałam o moim prawdziwym domu, rodzinie. Jak teraz wyglądali, co robili? Tata wiele razy powtarzał mi, żebym uważała. Żeby nikt nie odkrył, co potrafię. Latem roku 2124 stało się coś, co nie powinno było się zdarzyć. Wyszłam rano z domu i poszłam na plac zabaw, w którym bawili się moi koledzy. Miałam wtedy siedem lat. Nie wiedziałam, co robię. Gdy bawiłam się z moim sąsiadem. Miał na imię Noel i był rok starszy. Nagle niespodziewanie zaczęłam się zmieniać. Moje oczy zrobił się całkiem czarne, stałam się zła. Rzuciłam się na niego, przewracając. Spojrzałam na w jego przestraszone oczy. Poczułam energię przepływającą przez ciało mojego kolegi. Po chwili z jego ust zaczęła wydobywać się ciemna mgiełka. Spróbowałam jej. Smakowała niesamowicie, coś jakby truskawki i czekolada. Chciałam więcej, nie chciałam przestawać. W końcu Noel zaczął słabnąć, jego oczy stały się nieobecne. Słyszałam głośnie krzyki kolegów. Oderwałam się od ofiary i wstałam. Moje oczy znów były normalne. Spojrzałam na Noela, który leżał bezwładnie na ziemi, jego wzrok był wbity w niebo, a usta rozwarte. Nagle przy nim znalazła się jego mama i tata. Podnieśli go z ziemi i razem, gdzieś poszli. Ja odwróciłam się i uciekłam w stronę swojego domu. Wpadłam do niego jak burza i pobiegłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i schowałam się pod kocem. Nie wiedziałam wtedy, że tego samego dnia zjawią się strażnicy.
             Teraz siedziałam na podłodze w swojej celi, patrząc przed siebie na czarne zamknięte drzwi. Dziś miałam urodziny, dziesiąte, chciałabym ten dzień spędzić z rodziną, lecz to niemożliwe. Niespodziewanie usłyszałam jakiś szelest i ciche głosy. Zamrugałam zdziwiona. Ktoś podchodził coraz bliżej i stanął przy drzwiach mojej celi. Słyszałam szczek kluczy i otwieranie. Drzwi stanęły otworem i ujrzałam dwóch chłopaków. Spojrzeli na mnie i uśmiechnęli się promiennie. Pomogli mi wyjść i pobiegliśmy długim korytarzem. Słyszałam krzyki strażników i stukot butów o podłogę. Wybiegliśmy na zewnątrz i wskoczyliśmy do samochodu. Jeden z chłopaków odpalił auto i ruszyliśmy przed siebie z niesłychaną szybkością. Skręcaliśmy w różne drogi. 
- Jak masz na imię - zapytał jeden - Ja jestem Tomas, a to mój brat Alex.
- Jestem Kendra - odpowiedziałam - Gdzie jedziemy?
- W bezpieczne miejsce - powiedział Alex - Ja i Tomas jesteśmy członkami 
 Svart, to nazwa grupy osób, które są inne, niezwykłe.
- Nigdy nie słyszałam o Svart - stwierdziłam.
- Ponieważ niewiele osób o niej wie, jest tajna.
- Ale dlaczego mnie uwolniliście?
- Bo jesteś taka jak my.
- Nie rozumiem.
- Żywimy się ludzką energią, ty też.
- To jakiś żart.
- Nie i dobrze o tym wiesz.
- Przed twoim uwolnieniem dowiedzieliśmy się o tobie paru rzeczy. 
- Jesteś jedną z nas Kendro - powiedział Tomas - Dojeżdżamy - zerknęłam przez szybę, ale nic nie widziałam.
- Ale tu nic nie ma. To tylko pustkowie - stwierdziłam. Tomas z Alexem spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się. Nagle ziemia zaczęła się unosić, a dokładniej wielka klapa ukazując zjazd w dół. Samochód wjechał do ciemnej dziury i klapa powoli zaczęła opadać. Gdy całkowicie opadła w pomieszczeniu zrobiło się jasno. Stało tu pięć aut. Tomas zaparkował obok granatowego i razem wysiedliśmy. 
- Chodź z nami - nakazał Alex. Szliśmy korytarzem, mijaliśmy wiele drzwi - To pokoje - powiedział. Na końcu korytarza skręciliśmy w prawo i znaleźliśmy się w ogromnej sali, wszędzie były ławki i krzesła na których siedzieli ludzie.
- Witaj w naszym królestwie - wyznał Tomas - Hej! Słuchajcie wszyscy to Kendra, będzie z nami mieszkać. Kto ją oprowadzi? - wstała jedna dziewczynka i zaczęła iść w naszą stronę. Miała długie, czarne włosy i piękne brązowe oczy. Stanęła tuż przy mnie i wyciągnęła rękę - Jestem Luiza, przyjaciele mówią na mnie Lu, też możesz tak mówić.
- Zanim pójdziecie muszę spisać twoje dane - powiedział Tomas - Imię, nazwisko, data urodzenia?
- Kendra Hood, 23.04.2117
- Dzięki. Luiza wyjaśni ci wszystko.
- Chodź - powiedziała Lu - Przedstawię cię kilku osobom - szliśmy między rzędami ławek. Wszyscy patrzyli się na mnie jakbym była intruzem. Wreszcie stanęliśmy przy ostatniej. Siedziało tu pięć osób. Trzy dziewczyny i dwóch chłopców - Kendro to Daniel, Erin, Max, Bianca i Victoria, moi przyjaciele. Możesz z nami siadać jeśli chcesz.
- Jasne.
- Świetnie - uśmiechnęła się - Siadaj - powiedziała. Usiadłam między Maxem, a Biancą - To może zaczniemy od tego że jesteśmy tu dlatego, że królowa nakazała wyłapać wszystkich, którzy są inni, to znaczy nas. Przetrzymywała w więzieniu i robiła na nas różnego rodzaju testy. Bylibyśmy tam dłużej, gdyby nie Tomas i Alex. Oni nas uratowali i przywieźli tu. A jeśli chodzi o dane o które prosił cię Tomas, są bardzo potrzebne. Niedługo zrobią ci niewidzialny tatuaż na nadgarstku, który pozwoli ci tu wejść. Nie przejmuj się, każdy musiał go zrobić. Yyy... wstajemy o 6.30, mamy zajęcia, uczymy się tu jak posługiwać się naszą mocą i językiem darsów. O 13 jest obiad, później czas na odpoczynek i o 18 kolacja. Jeszcze pokażę ci pokój. Będziesz mieszkać ze mną, z Erin, Biancą i Victorią - powiedziała. Zadzwonił dzwonek. Wszyscy wstali z miejsc i ruszyli w stronę wyjścia. 
- Dzwonek sygnalizuje, że mamy się zbierać do naszych pokoi - powiedział Max. Poszłam za dziewczynami do pokoju. Weszliśmy do sporego pomieszczenia, w którym stało pięć łóżek, na każdym miękki koc i poduszka. 
- Ładnie tu nie? - zapytała Erin.
- Tak, pięknie - podeszłam do swojego łóżka i położyłam się na nim. Było tu naprawdę wygodnie. Od razu zamknęłam oczy i zasnęłam.
              Następnego dnia usłyszałam wołanie. Uniosłam delikatnie powieki i spojrzałam w zielone oczy Biancy. 
- Wstawaj, już 6.30. Mamy zajęcia.
- Już wstaje - powiedziałam zaspanym głosem. Zajęcia odbywały się w dużej sali. Usiedliśmy przy stole, gdy do pomieszczenia wszedł Tomas. Przywitał się i stanął obok tablicy wiszącej na ścianie. 
- Dziś zaczniemy od kaharu - napisał coś kredą i znów zwrócił się do nas - Kto mi powie co to znaczy? Hm? - zerknęłam na wyraz. Napisane było "Plati". Nigdy nie uczyłam się tego języka, ale znałam odpowiedź. 
- Przyszłość - powiedziałam. Wszyscy spojrzeli na mnie i otworzyli oczy ze zdumienia.  Nawet Tomas...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz