"Opis"

Wszystkie dziwne, nieznane wyrazy w postach zostały wymyślone.!

niedziela, 29 czerwca 2014

IX



IX

Rok 2134


                  Następnego dnia obudził mnie ból. Pragnienie, wczoraj nie posiliłam się wystarczająco. Musiałam się jakoś wymknąć i zapolować. Wstałam szybko. Rozejrzałam się po pokoju. Dziewczyny jeszcze spały. To byłam idealna okazja. Ubrałam się i wyszłam. Na korytarzu też nikogo nie było. Przeszłam przez niego prawie biegnąc. Wyszłam na powierzchnię. Był poranek. O tej godzinie zazwyczaj wszyscy śpią, ale miałam ogromną nadzieję, że w mieście kogoś znajdę. Ból stawał się nie do zniesienia. Zaczęłam więc biec. Po kilku minutach byłam w miasteczku. Błąkałam się po ulicach szukając ofiary, ale było tu zupełnie pusto. Nagle z jakiegoś domu wyszła dziewczyna. Była to niska blondynka. Znałam ją, chodziłyśmy razem do szkoły. Miała na imię Valeria i była darsem. Poczekałam chwilę i poszłam za nią. Dziewczyna skręciła w prawo. Teraz miałam okazję. Zaszłam ją od tyłu. Wiedziałam, że moje oczy już się zmieniły. Szarpnęłam Valerią, odwracając ją w swoją stronę. Zakryłam ręką jej usta, aby nie krzyczała. Gdy wsysałam jej energię, czułam jakbym unosiła się w powietrzu. Dziewczyna po chwili upadła na ziemię nieżywa. Patrzyłam na nią z obojętnością. Nie miałam poczucia winy, nic nie czułam. Podniosłam ciało, zarzuciłam sobie na plecy odwróciłam się i to był mój błąd. Przede mną stał Max wpatrując się we mnie zaskoczonym wzrokiem. Dlaczego go nie usłyszałam? Przecież mój słuch był teraz lepszy.
- Kendra? Co to ma znaczyć? - zapytał.
- Co ty tu robisz?
- Nie zmieniaj tematu. Zabiłaś tą dziewczynę prawda? - wypuściłam głośno powietrze z płuc. Spojrzałam chłopakowi w oczy.
- Tak.
- Dlaczego?
- To przez pragnienie. Ból jest nie do zniesienia i wierz mi, ledwo się powstrzymuję by was nie zabić.
- Od jak dawna zabijasz?
- Od zdarzenia w zamku.
- Co noc jedną osobę? - pokiwałam głową.
- Co zrobisz z ciałem? Chyba go tu nie zostawisz?
- Nie. Zakopię w lesie.
- Słuchaj, nie odwrócę się od ciebie, ale dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej. Wymyślilibyśmy coś.
- Nie mogłam. Przepraszam.
- Chodźmy. Zaraz ludzie będą wychodzić do pracy.
                Poszliśmy szybkim krokiem w stronę lasu. W nim wykopaliśmy dół i włożyliśmy zwłoki Valerii, po czym zakopaliśmy go. Stanęłam obok Max'a, który wpatrywał się w dal. 
- Max? Muszę odwiedzić rodzinę. Pójdziesz ze mną - chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się słabo.
- Jasne - odpowiedział i ruszyliśmy w kierunku mojego domu. Szliśmy w milczeniu, gdy zobaczyłam dom przystanęłam. Miałam wątpliwości, czy tam pójść. 
- Wszystko w porządku? - zapytał Max z troską.
- Tak. Chodźmy- przeszliśmy kawałek i stanęliśmy przed drzwiami domu.
- Może ja tu zostanę - stwierdził chłopak. Zerknęłam na niego i przytaknęłam. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Wszyscy domownicy spojrzeli na gościa. 
- Kendro - krzyknęła mama i podbiegła do mnie ze łzami w oczach, po czym przytuliłam mnie mocno - Tak się o ciebie martwiliśmy.
- Muszę wam coś powiedzieć - zaczęłam i odsunęłam się od mamy - Zmieniłam się. Nie jestem już taka jak kiedyś. W dzień moich urodzin zostałam porwana przez królową i wtedy moja moc uwolniła się. Stałam się mordercą, potworem. Dlatego nie wrócę do domu, a to spotkanie jest naszym ostatnim - mówiłam, niedopuszczając ich do słowa. Gdy skończyłam odwróciłam się i wyszłam jak najszybciej zatrzaskując za sobą drzwi. Przed domem stał Max czekając na mnie. Gdy przeszłam obok niego, on ruszył za mną. Po chwili zaczęliśmy biec. Oddalaliśmy się od mojej rodziny, domu, od wszystkiego co miałam. Stanęłam dopiero wtedy, gdy miałam pewność, że jestem daleko. Byliśmy teraz na polanie. Otworzyłam wejście i razem weszliśmy do środka. Max nie pytał co się przed chwilą wydarzyło. Jeszcze nie, ale wiedziałam, że ta chwila nadejdzie. W sali na końcu korytarza było słychać głośnie krzyki i rozmowy. Spojrzałam na Max'a, a on na mnie. Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Pobiegliśmy w tamtym kierunku. W pomieszczeniu  było tłoczno. Wszyscy rozmawiali, przekrzykiwali się. Zobaczyłam stojącego na środku Tomasa, a obok niego jego braci. Mieli kamienne twarze. Dziwne, bo zawsze chodzili uśmiechnięci.
- Cisza! - krzyknął Tomas - Zebraliśmy się tu dlatego, że jeden z naszych ludzi w zamku powiedział nam, że królowa chce nas zniszczyć i ma u siebie osobę, łowcę, który nas znajdzie i zabije. Jeszcze nie wiemy kto to jest, ale się dowiemy. Nie możemy się poddać. Zwiększymy liczbę treningów. Jeśli królowa chce wojny to będzie ją mieć. 
             Słuchałam tego z otwartymi ustami. Wojna, łowca, treningi, królowa. Tym łowcą na pewno jest Noel. Przecież mówił, że pracuje dla królowej. A jeśli ja jestem przyczyną wojny?  
                

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz