"Opis"

Wszystkie dziwne, nieznane wyrazy w postach zostały wymyślone.!

środa, 25 czerwca 2014

VIII




VIII

Rok 2134



           Czy kiedykolwiek będę szczęśliwa, czy kiedykolwiek będę normalna? Chciałabym żeby tak było, ale czy to możliwe? Od tamtego dnia w zamku nie wróciłam do domu. Bałam się, że zrobię im krzywdę. Teraz byłam nieobliczalna. Codziennie byłam głodna. Ale nie był to taki głód jaki mają ludzie, lecz inny. Był silny, tak, że nie mogłam mu się przeciwstawić. Nie mówiłam przyjaciołom o tym jak ciężko mi jest czasem się powstrzymać przed zabiciem ich. Dlatego w nocy wychodzę na zewnątrz by się posilić. Chodzę długo po ulicach szukając potencjalnej ofiary, a gdy ją znajdę zabijam. Potem zakopuję ciała w pobliskim lesie. Nie mam poczucia winy za to co robię. Nie czuję żadnych emocji, ale nigdy bym nie pozwoliła żeby moi przyjaciele umarli. Dlatego to robię, ale czy na pewno? Sama już nie wiem. Kilka razy próbowałam popełnić samobójstwo, ale bez skutku. Może to prawda, że jestem nieśmiertelna? 
           Była około dwunasta w nocy, podniosłam się szybko z łóżka i jęknęłam cicho. Znów się zaczyna. Poczułam jak piekący ból rozprzestrzenia się po moim ciele. Czułam jakbym płonęła żywcem. Odrzuciłam koc, założyłam ciemne ubranie by nie rzucać się w oczy i wyszłam z pokoju, który był również pokojem moich przyjaciółek. Nie chcąc je obudzić delikatnie zamknęłam drzwi. Znajdowałam się teraz w korytarzu. Był on lekko oświetlony przez kilka lamp. Napłynęła następna fala bólu. Ruszyłam korytarzem do wyjścia. Gdy znalazłam się już na zewnątrz zaczęłam biec. Razem z pragnieniem pojawiła się również szybkość. Kawałek do miasteczka, którego przebiegnięcie zajmowało mi piętnaście minut, teraz robię to w trzy. Zanim się obejrzałam byłam już w mieście i chowałam się w jednej z ciemnych uliczek. Mój słuch i wzrok również się wyostrzyły. Stałam w tej ciemnej uliczce oczekując swojej kolejnej ofiary, która właśnie się zbliżała. Kroki stały się bardziej wyraźne, gdy mijały zaułek złapałam ofiarę i przycisnęłam rękę do jego ust. Ofiarą był chłopak. Mógł mieć mniej więcej tyle lat co ja. Zaciągnęłam go głębiej. Czułam jego strach, był nim przesiąknięty. Nagle chłopak zesztywniał i już się nie bał. Dziwne, jeszcze nic mu nie zrobiłam. Złapał mnie za rękę i ściągnął sobie z ust. Nie wiedziałam, co się dzieję.
- Witaj Kendro - powiedział chłopak. Czy ja go znałam, nie rozpoznałam głosu.
- Kim jesteś? - zapytałam.
- Nie pamiętasz mnie, prawda? Może ci odświeżę pamięć. Gdy miałem siedem lat, zostałem zaatakowany, na placu zabaw. Bawiłem się z taką jedną dziewczynką, a ona nagle na mnie skoczyła. Byłem przerażony. Jej oczy zrobiły się czarne jak węgiel. Czułem jak z mojego ciała wypływa cała energia - nie widziałam go, ale czułam jego obecność. Stałam jak z kamienia, nie ruszając się ani milimetr. To nie możliwe, to nie możliwe, powtarzałam w myślach.
- Noel?
- Tak to ja.
- Ale ty... nie żyjesz.
- Jak widzisz jestem żywy.
- Ale jakim cudem, przecież cię zabiłam.
- Nie zabiłaś mnie. Jeszcze żyłem gdy rodzice mnie nieśli. Uratowali mnie, ale z wielkim trudem. 
- Ale..... dlaczego nie chodziłeś do szkoły?
- Uczyłem się w domu. Ale dość już tych pogaduszek. Rodzice opowiadali mi, że odkąd wróciłaś z więzienia byłaś wzorową dziewczynką. Więc co się stało, że nie wracasz do domu i co noc zabijasz jedną osobę.
- Co? O czym ty mówisz?
- Dobrze wiesz o czym mówię - powiedział bardziej podniesionym głosem - Nie tylko ty się zmieniłaś. Ja też. Teraz jestem łowcą, a raczej płatnym zabójcą takich jak ty.
- Kto cię wynajął?
- Jak to kto? Królowa oczywiście. Ale teraz poluje na ciebie. Zalazłaś jej za skórę przez to co zrobiłaś w zamku.
- Skąd o tym wiesz? - zapytałam.
- Byłem tam. Przypatrywałem się wszystkiemu z ukrycia.
- Ale dlaczego to robisz? Dlaczego nas zabijasz?
- Nikt nie chcę takich jak ty. Wy tylko przynosicie śmierć i cierpienie. Ale to się niedługo skończy, gdy wybiję wszystkich. A zacznę od ciebie - rzucił się na mnie z jakimś nożem i ugodził mnie nim w brzuch. Nie czułam bólu, nie czułam nic. Odszedł kilka kroków w tył by obserwować moją śmierć. Nie tak szybko - powiedziałam w myślach. Uśmiechnęłam się i błyskawicznym ruchem wyciągnęłam nóż znajdujący się w moim brzuch i z głośnym stukotem upadł na podłogę. 
- Co to cholery - powiedział Noel.
- Haha myślisz, że mnie tak łatwo zabić? - rzuciłam. Jeszcze czułam pragnienie, więc podeszłam do chłopaka i wchłonęłam jego energię, ale nie na tyle by go zabić. Odsunęłam się od niego. Znajdowaliśmy się w miejscu, gdzie moja twarz była dobrze widoczna. Wiedziałam, że się mi przygląda, więc uśmiechnęłam się do niego, odwróciłam się i odeszłam w stronę lasu.
              Byłam zaskoczona. Noel żył i teraz chciał mnie zabić. Ale to niemożliwe, ponieważ jestem nieśmiertelna. Dzisiaj się o tym dowiedział i nie spocznie dopóki nie znajdzie sposobu by mnie zgładzić. Gdy wróciłam do siedziby Svart, po cichu weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku jakby nigdy nic. Zasnęłam.
              Następnego dnia byłam pogrążona we własnych myślach. Chodziłam po korytarzu  ciągle na kogoś wpadając. 
- Co się dzieję? - zapytał w końcu Max, gdy następną osobą na którą wpadłam był on. 
- Nie, nic się nie dzieję. Po prostu jestem trochę rozkojarzona - wyznałam.
- Dlaczego? - zapytał. Rozejrzałam się. Staliśmy na środku korytarza, a wokół nas krążyło sporo osób przypatrujących się nam.
- Chodź - powiedziałam i złapałam go za rękę, ciągnąc w stronę mojego pokoju. Weszliśmy do niego i zamknęłam drzwi. Opowiedziałam Max'owi wszystko, co się wczoraj wydarzyło. Omijając to, że poszłam tam zapolować. Chłopak patrzył na mnie prawie w ogóle nie mrugając. Na dowód tego, że Noel nic mi nie zrobił podniosłam bluzkę pokazując brzuch, na którym nie było ani jednego śladu rany. Powiedziałam mu, że wszystko w moim śnie było prawdziwe i jestem nieśmiertelna. 
- A tak w ogóle dlaczego poszłaś sama do miasta? - zapytał.
- Hmm.... chciałam pójść zobaczyć swoją rodzinę - skłamałam.
- Jak następnym razem jeśli będziesz chciała wyjść to mnie obudź.
- Ale...
- Żadnego ale. Nie chcę, żeby coś ci się stało - powiedział, podszedł do mnie i pocałował. Byłam lekko zdziwiona, ale odwzajemniłam pocałunek. Max objął mnie z pasie i przygarnął bliżej. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz