VI
Rok 2134
Obudził mnie zapach smażonych naleśników. Uśmiechnęłam się do siebie, wstałam, ubrałam się w zwiewną sukienkę, na nią założyłam sweter, rozpuściłam włosy i poszłam do kuchni, prowadzona pięknymi zapachami.
- Wszystkiego Najlepszego skarbie - powiedział tata, przytulając mnie do siebie.
- Najlepszego siostra - powiedziała Cynthia. Gdy wszyscy złożyli mi życzenia usiedliśmy przy stole, jedząc naleśniki.
Wieczorem, wybrałam się na mały spacer po lesie. Było mi zimno, ale szłam wolno. Słuchałam jak śnieg trzeszczy pod moimi stopami. Byłam już daleko od domu, więc postanowiłam wrócić. Nagle usłyszałam szczekanie psów, stanęłam nasłuchując. Puściłam się biegiem. Nie wiedziałam dlaczego to robię, ale czułam, że powinnam. Biegłam co sił w nogach. Słyszałam, że są coraz bliżej.
- Gdzieś tu musi być. Musimy ją znaleźć. Nie może nam uciec - krzyczał jakiś mężczyzna. Nagle zaczęłam lecieć w dół, krzyknęłam cicho i upadłam na twardy śnieg, wstałam i próbowałam się wydostać z dziury, w której się znajdowałam, ale bez skutku. Usiadłam na ziemi czekała.
- Szefie, chyba coś znalazłem - powiedział jakiś chłopak. Słyszałam jak idzie po śniegu zbliżając się do miejsca w którym byłam. Miał na sobie mundur królowej. Żołnierz spojrzał na mnie, uśmiechnął się i powiedział.
- Kogo my tu mamy? Panie, znaleźliśmy ją - powiedział do kogoś z tyłu.
Gdy ta osoba podeszła do dziury i spojrzała w dół ujrzałam Dylana. Stał i patrzył się na mnie. Miał kamienną twarz.
- Dobra robota. Wyciągnijcie ją, nie mamy zbyt dużo czasu.
- Tak panie. Wyciągnijcie ją! - rozkazał żołnierzom. Gdy znalazłam się już na górze żołnierze trzymali mnie za ręce uniemożliwiając ucieczkę. Popatrzyłam na Dylana, który przyglądał mi się z uśmiechem na twarzy.
- Kim jesteś? - zapytałam go.
- Jesteś taka naiwna i ufna - powiedział nie odpowiadając na moje pytanie.
- Kim jesteś? - powtórzyłam.
- Nazywam się Dylan Wood i jestem synem królowej Dany.
- Synem królowej - powiedziałam nie wierząc w to co właśnie usłyszałam - To jakiś żart.
- Nie. I dość tych pytań. Idziemy - rozkazał. Wszyscy go posłuchali.
Szliśmy po śniegu zostawiając mnóstwo śladów. Żołnierze trzymali mnie mocno. Na pewno zostaną mi siniaki. Na końcu lasu stał samochód. Wrzucili mnie do niego i odjechaliśmy. Zatrzymaliśmy się dopiero po jakiejś godzinie. Gdy wyszłam od razu zwróciłam uwagę na zamek. Był ogromy. Weszliśmy do środka i poszliśmy korytarzem, na końcu były duże drzwi. W środku był tron na którym siedziała królowa. Wyglądała młodo jak na swoje lata.
- Kogo my tu mamy - powiedziała - Ale urosłaś.
- Czego pani ode mnie chce.
- Jak to czego. Twojej mocy. Przez wiele lat szukaliśmy sposobu, by przekazać moc komuś innemu. I znaleźliśmy go. Laia! - krzyknęła - Pamiętasz panią doktor - do pomieszczenia weszła piękna blondynka. Wyglądała tak samo jak siedem lat temu. W ogóle się nie zmieniła.
- Tak Wasza Wysokość - powiedziała kłaniając się.
- Pamiętasz naszą pacjentkę Kendrę.
- Tak.
- Dzisiaj przyszła nas odwiedzić - Laia spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Wyrosłaś - powiedziała do mnie - Zmieniłaś się.
- A pani nie.
- Cisza! No więc, jak już tu jesteś to zostaniesz na naszym pokazie - zwróciła się do mnie. Chciałam się wyrwać i uciec, ale poczułam, że ktoś mnie uderzył. Upadłam na kolana i spojrzałam w górę, na jednego z żołnierzy, którzy mnie wyciągnęli. Wbiłam w niego wściekły wzrok, po czym wyplułam krew na czystą, nieskazitelną podłogę.
- Nie uciekniesz. Więc, oddasz mi swoją moc.
- Po moim trupie.
- Tak też możemy, ale wolałabym, żebyś przy tym była.
- Idź do diabła - ktoś znów mnie uderzył. Czułam w ustach smak krwi.
- Przez te trzy lata byłam dla ciebie miła. Miałaś przytulny pokoik, a teraz tak mi się odpłacasz.
- Więc mam ci dziękować, że mnie wpakowałaś, do tej celi i zamknęłaś na trzy lata? Wal się - teraz dostałam w brzuch. Zaczęłam się krztusić i kaszleć. Wolałam by mnie zabiła. Dwoje mężczyzn, którzy mnie trzymali puścili mnie i upadłam na podłogę. Poczułam następne kopnięcie i następne. Z każdym następnym razem coraz mniej mnie bolało. Gdy przestali wokół było mnóstwo krwi. Zerknęłam na królową, która przyglądała się temu z rozbawieniem. Tego było już za wiele. Nagle poczułam jak w moje ciało wstąpiła niewyobrażalna siła. Podniosłam się z ziemi i stanęłam zwrócona twarzą do królowej. Moje oczy zaczęły się zmieniać. W końcu stały się całe czarne, jak węgiel. Kilka osób stojących obok cofnęło się. Mieli przerażone miny, bali się mnie.
- Związać ją! - wrzeszczała Dana - Natychmiast! - żołnierze powoli podeszli do mnie, ale nie mieli ze mną szans. Byłam niezwyciężona. Złapałam jednego z nich, spojrzałam mu w oczy. Ten parzył na mnie przerażony, błagał bym go nie zabijała. Zaśmiałam się i zaczęłam wchłaniać jego energię życiową. Po chwili odrzuciłam jego bezwładne ciało i podeszłam do następnego i następnego, aż w sali został tylko Dylan, jego siostra i królowa Dana. Teraz ona patrzyła na mnie przerażona. To mnie rozbawiło.
- Nie zabiję cię, ani twoich dzieci. Jeszcze nie. Ale przyjdzie taki dzień, gdy przyjdę i zabiję wszystkich w tym zamku, łącznie z tobą Wasza Wysokość - ukłoniłam się jej i zostawiłam ich z myślą, że wkrótce umrą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz