"Opis"

Wszystkie dziwne, nieznane wyrazy w postach zostały wymyślone.!

sobota, 21 czerwca 2014

VII

 

VII

Rok 2134



                Już nigdy nie będę taka jak kiedyś. Zmieniłam się, stałam się zła. Gdy wyszłam z zamku czułam się pełna. Nie miałam poczucia winy za to, co zrobiłam, a wręcz przeciwnie. Jak Dylan mógł mnie zdradzić? Ja naprawdę, go lubiłam. Chyba już nigdy nikomu w pełni nie zaufam. 
                 Teraz szłam drogą. Była noc, na ziemi leżał śnieg. Miałam na sobie tylko zwiewną sukienkę, całą we krwi i podarty sweter. Nie czułam zimna, choć jestem pewna, że był mróz. Nie wiedziałam dokąd idę, ale moje ciało wiedziało. Prowadziło mnie. W oddali ujrzałam światła miasteczka, ale nie mogłam wrócić do domu w takim stanie. Więc skręciłam w prawo, wchodząc w las. Szłam ścieżką, która o tej porze roku była mało widoczna. Nie miałam na sobie butów, moje stopy zostawiały czerwone ślady na białym puchu. Wiedziałam, że gdyby chcieli wysłaliby żołnierzy, żeby mnie zabili, ale zapewne byli zbyt przerażeni by to zrobić. Po chwili znalazłam się na polanie. Podeszłam do drzewa stojącego na samym środku i zrobiłam to co za każdym razem, gdy tu przychodziłam. Klapa otworzyła się, a ja weszłam cicho do środka. Szłam słabo oświetlonym korytarzem i stanęłam przed drzwiami z numerem osiem. Podniosłam rękę by zapukać i zawahałam się przez chwilę. Zapukałam cicho by nikogo nie obudzić. Słyszałam kroki i po chwili drzwi się otworzyły. Przede mną stał Max. Miał na sobie piżamę i potargane włosy. Omiótł mnie wzrokiem i zaprosił do środka.
- Co się stało? - zapytał. Opowiedziałam mu wszystko do samego początku do końca.
- Chcesz powiedzieć, że byłaś u królowej i chciała ukraść ci moc, a później zmieniłaś się i zabiłaś wszystkich oprócz jej i jej dzieci?
- Tak.
- Ile osób tam było.
- Nie jestem pewna, ale chyba dwadzieścia.
- O Mój Boże - podszedł do mnie i delikatnie mnie przytulił - Tak się cieszę, że nic ci nie jest - uśmiechnęłam się - Powinnaś się przebrać i umyć - powiedział po krótkiej chwili odsuwając się ode mnie. 
- Masz rację.
- Poczekaj - podszedł do małej szafki i wyciągnął szarą koszulkę, po czym podał mi ją - Proszę.
- Dzięki - powiedziałam i weszłam do małej łazienki. Zamknęłam drzwi, podeszłam do lustra i spojrzałam na swoje odbicie. Włosy miałam potargane, pod okiem rozciągał się duży siniak, na policzku miałam rozcięcie, a do tego całą twarz miałam umazaną własną krwią, powoli dotknęłam siniaka i syknęłam z bólu. Ściągnęłam ubranie i weszłam pod prysznic, choć wcale na niego nie wyglądał. Odkręciłam kran, z którego zaczęła lecieć woda oblewając moje obolałe, posiniaczone ciało. Umyłam się i wyszłam, po czym znów zerknęłam w lustro. Już nie wyglądałam tak okropnie jak na początku. Gdy wyschłam założyłam koszulkę, którą dał mi Max. Była tak wielka, że sięgała mi do połowy ud. Stałam w łazience jeszcze chwilę i wyszłam. W pokoju Max siedział na łóżku. Gdy mnie zobaczył szybko wstał.
- Prześpię się na podłodze, a ty na moim łóżku - powiedział. Nie protestowałam, bo wiedziałam, że jeśli się uprze to nie ustąpi. Położył się na podłodze przykrywając kocem. Podeszłam do łóżka i rówienież się położyłam.
- Max? - zapytałam.
- Tak?
- Czy stałam się zła?
- Dlaczego tak mówisz?
- Bo czuję, że tak jest. Już nie jestem taka jak byłam, kilka godzin temu. 
- Nie mów tak. A nawet jeśli to jestem z tobą. Pamiętaj o tym.
- Dobrze - rozmawialiśmy jeszcze chwilę, a potem zasnęłam. 
                   Stałam na skraju klifu. Miałam na sobie białą suknię, a moje włosy były ładnie upięte. Spojrzałam w dół, delikatnie wychylając się by przypadkiem nie spaść w otchłań. Gęsta mgła nie pozwalała ujrzeć dna. Ale nie tylko tam była. Ona była wszędzie. Chciałam się ruszyć, ale nie mogłam. Moje nogi były jak wrośnięte w ziemię. A ja stałam na samej krawędzi. Nagle z mgły wyłoniła się jakaś postać. Zmrużyłam oczy by lepiej zobaczyć. Przede mną stanęła dziewczyna. Wyglądała na mniej więcej osiemnaście lat. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się przyjaźnie. 
- Witaj Kendro - odezwała się, a jej głosy odbijał się echem.
- Kim jesteś? - zapytałam.
- Mam wiele imion. Moje pierwsze imię to Enna.
- Wiele imion? To ile masz lat?
- 1879.
- Ale jak to możliwe?
- Jestem nieśmiertelna. Ale nie mówmy już o mnie. Jestem tu, ponieważ rozbudziłaś swoją moc. Oczywiście wiesz, że nie ma już odwrotu. Nie będziesz już taka sama, będziesz gorsza, przesiąknięta złem, będziesz zabijać by się pożywić.
- O czym ty mówisz? - zapytałam przerażona.
- Gdy się zmieniłaś, stałaś się nieśmiertelna - podeszła do mnie kilka kroków, gdy stanęła tak blisko, że mogła mnie dotknąć - Jeszcze się spotkamy Kendro - powiedziała i popchnęła mnie. Straciłam równowagę i wpadłam w otchłań. Chciałam się czegoś złapać, ale byłam za daleko. Lecąc słyszałam śmiech Enny niesiony echem, albo słyszałam go w swojej głowie? Krzyknęłam.
                     Obudziłam się w łóżku, przez chwilę nie wiedziałam, gdzie jestem. Poczułam, że ktoś mnie obejmuję. Czułam ciepło jego ciała. 
- Cii - powtarzał jak mantrę - To tylko zły sen - mówił, ale nie byłam tego taka pewna. To wydawało się takie prawdziwe. I czy to prawda, że byłam nieśmiertelna, że stałam się zła i będę zabijać? Nie wiedziałam już, co o tym myśleć. Przytuliłam się mocniej do Max'a i zapadłam w lekki sen.
                     Następnego dnia, gdy spojrzałam w lustro po sinikach i ranach nie było śladu. Po prostu zniknęły. Max był równie zaskoczony jak ja. Nie mogłam teraz wrócić do domu. Nie chciałam narażać rodziców i rodzeństwo na niebezpieczeństwo z mojej strony. Postanowiłam więc, że zostanę w Svart. Powiedziałam Max'owi żeby zwołał wszystkich w pokoju Luizy. Gdy już wszyscy przyszli opowiedziałam im co się wczoraj wydarzyło. Słuchali mnie w ciszy przyglądając mi się.
- Więc mówisz, że jeszcze wczoraj twoja twarz była cała w siniakach - zapytała Luiza.
- Tak.
- Sam widziałem. Wyglądała fatalnie - powiedział Max.
- Słuchajcie nie mogę wrócić do domu, nie chcę ich narażać - wyznałam.
- Ok, znów będziemy razem w pokoju - rzuciła Erin. Uśmiechając się.
- Teraz jeszcze muszę powiedzieć o tym Tomas'owi i Alex'owi.
                     Zapukałam do gabinetu i weszłam do środka. Tomas i Alex siedzieli i rozmawiali o czymś zawzięcie. Gdy mnie zobaczyli przestali.
- Muszę wam o czymś powiedzieć - wyznałam. Po opowiedzeniu im wszystkiego czekałam  na ich decyzję.
- Możesz zostać, jak długo zechcesz. To też twój dom Kendro - powiedział Tomas - A jeśli chodzi o ten sen i to co się wydarzyło w zamku będziemy mieli sporo czasu by się nad tym zastanowić. A teraz możesz wrócić do przyjaciół.
- Dziękuję - odwróciłam się i wyszłam z gabinetu, zamykając za sobą drzwi.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz