XI
Rok 2135
Dziś skończyłam osiemnaście lat i właśnie dziś dowiedzieliśmy się, że królowa wysłała swoje wojska, by nas odnaleźć. Tomas zwołał zebranie i wszyscy uzgodniliśmy, że jesteśmy gotowi do walki. Był styczeń, na ziemi leżało sporo śniegu. Max nie był zadowolony, że ja razem z Catią, odgrywamy w tej walce najniebezpieczniejszą rolę. Martwił się o mnie, ale nie było takiej potrzeby. Przecież byłam nieśmiertelna. Byliśmy przygotowani, tak myślę. Szłam właśnie do swojego pokoju, by się przebrać. Mijałam przerażonych kolegów i koleżanki. Zaraz mieliśmy stoczyć walkę, nie wiadomo ile osób wyjdzie z tego cało. W pokoju nie było nikogo. Szybko ubrałam spadnie i założyłam czarną bluzę z kapturem. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Kendra? Musimy się zbierać - mówiła Catia.
- Już idę - powiedziałam ostatni raz patrząc na pokój. Może już nigdy tu nie wrócę. Skierowałam się do wyjścia. Na zewnątrz stała Catia opierając się o ścianę. Gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się lekko i razem poszliśmy do sali.
Gdy weszłyśmy Tomas właśnie tłumaczył plan. Mieliśmy schować się w lesie i obserwować, a później na jego znak atakować. Do dyspozycji mieliśmy broń różnego rodzaju. Ja preferowałam łuk. Ostatnio odkryłam, że mogę stać się niewidzialna. W ubiegłym roku po wydarzeniu w zamku byłam nie tylko szybsza, ale miałam też wyostrzony słuch, węch i wzrok, no i oczywiście nie można było mnie zabić. Nauczyłam się panować nad pragnieniem i chęcią zabicia przyjaciół. Czasem było to trudne. Catia też nie była zwykłą dziewczyną. Była taka jak my, ale ona potrafiła przewidzieć przyszłość i to właśnie ona powiedziała nam o tym, co zamierza królowa. Umiała też zapalić coś siłą umysłu. I to właśnie my dwie odgrywałyśmy w tej wojnie znaczącą rolę. W sali zobaczyłam swoich przyjaciół jak wpatrują się w Tomasa z kamienną twarzą. Daniel kręcił się, rwąc się do walki. Każdy był ubrany na biało, obrócz mnie i Catii. Podeszłam do stolika przy którym siedzieli: Daniel, Luiza, Erin, Victoria, Bianka i Max. Usiadłam obok niego i uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Pamiętajcie, na mój znak atakujemy. Teraz możecie sobie wybrać broń. Kendra, Catia mogę was na chwilę prosić - powiedział Tomas patrząc na nas. Kiwnęłam głową na znak zgody. Wstałam i podeszłam do stolika, na którym leżała broń. Był tam też łuk. Wzięłam go do ręki i poszłam w stronę Tomasa i jego braci. Catia już tam stała i też miała ze sobą łuk, ale ten nie wyglądał jak mój. On był piękny, miał nawet rzeźbienia. To musiał być jej łuk.
- Dobrze dziewczyny. Plan jest taki. Wy pierwsze wychodzicie im na przeciw. Kendro uważaj na Catię, ona nie jest nieśmiertelna. Chroń ją - kiwnęłam głową - Zaatakujecie, będą myśleć, że jesteście tylko wy dwie. Żołnierze królowej są głupi, a wtedy by podejdziemy ich od tyłu. Rozumiecie?
- Tak - powiedziałyśmy razem.
- Dobrze, zbierajmy się - rzucił i wstał - Idźcie - ruszyłyśmy w stronę wyjścia.
- Ładny łuk. Twój? - spytałam ciekawa.
- Zrobiłam go.
- Jest piękny - powiedziałam - Chwila, zaraz wracam - już szłam w stronę moich przyjaciół. Gdy do nich podeszłam, spojrzeli na mnie.
- Musimy wygrać - powiedziałam stanowczo.
- Wygramy. Nikt nas nie pokona prawda - powiedział Daniel do pozostałych, a oni pokiwali głowami.
- Chodźcie tu - przyciągnęłam ich do siebie i mocno przytuliłam - Mam rozumieć, że widzimy się po akcji.
- Jasne - powiedzieli w tym samym czasie. Zerknęłam na Max. Przyglądał się mi ze smutkiem w oczach. Rzuciłam się mu w ramiona. On przytulił mnie, dodając mi tym samym odwagi. Odsunęłam się lekko od niego i pocałowałam. To był długi pocałunek. Wyrażał wszystko, co do niego czuję. Gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy, powiedziałam.
- Kocham cię. Cokolwiek by się stało pamiętaj o tym - patrzyłam mu prosto w oczy.
- Ja też cię kocham, a teraz idź czekają na ciebie - powiedział. Odsunęłam się od niego i podeszłam do Catii, która czekała na mnie cierpliwie. Na zewnątrz, puścili nas przodem. Było zimno, ale nie zwracałam na to uwagi. Wszyscy rozbiegli się i pochowali za drzewami. Musiałam przyznać, że w tych strojach w ogóle nie było ich widać. Usłyszałam głosy i widziałam kształty niedaleko nas. Dałam znak Tomasowi, że się zbliżają. A sama ukryłam się za dość szerokim drzewem, ciągnąc za sobą Catię.
- Zbliżają się - powiedziałam do zaskoczonej dziewczyny. Głosy były coraz bardziej słyszalne. Wiedziałam co za chwile miałyśmy zrobić.
- Wszystko będzie dobrze - rzuciła cicho Catia. Złapałam ją mocno za rękę i wyszłyśmy na przeciw całemu wojsku.
Gdy żołnierze nas zobaczyli stanęli. Już się nie bałam. Podniosłam głowę do góry i spojrzałam prosto na Noela. Miał na sobie mundur, patrzyła na mnie z uśmiechem na twarzy. Obok niego stał Dylan. Noel wystąpił do przodu.
- No. Kogo my tu mamy. Kendro, zgubiłaś się?
- Ja nie, a może ty?
- Haha. Widzę, że nie jesteś sama - spojrzał na Catię, która stała ciągle trzymając mnie za rękę.
- Widzę, że wyglądasz lepiej niż ostatnio, gdy cię widziałam.
- No cóż nie dzięki tobie. Mogłaś mnie zabić, dlaczego tego nie zrobiłaś?
- Nie wiem.
- Dobra. Już nie będę miły. Nie wyjdziecie z tego spotkania żywe.
- To się jeszcze okaże.
- Dylan. Zajmiemy się nimi - powiedział Noel.
- Z przyjemnością - powiedział chłopak. Ruszyli w naszym kierunku, z uśmiechem zwycięstwa na twarzy.
- Gotowa? - spytałam Catię.
- Jak nigdy - odpowiedziała. Noel i Dylan byli coraz bliżej. Puściłam rękę dziewczyny. Stałyśmy nie ruszając się.
- Nie będziecie walczyć? - zapytał Noel. W odpowiedzi obie się uśmiechnęłyśmy. Dylan zaatakował pierwszy. Rzucił się na Catię z nożem. Ona oczywiście wiedziała, że tak zrobi i zrobiła unik. Potem zaczęła koncentrować się na nożu, a ten powoli robił się czerwony. Zaskoczony Dylan upuścił go, ale zdążył poparzyć mu rękę. Wbił przestraszony wzrok w Catię. Noel patrzył na to z otwartymi ustami i w końcu spojrzał na mnie. Zamachnął się chcą mnie ugodzić, ale byłam szybsza i wyrwałam mu nóż i rzuciłam jak najdalej.
- Imponujące - powiedział. Wyciągając niespodziewanie pistolet i zaczął celować w moją głowę. Moje usta wykrzywiły się w uśmiechu. Noel pociągnął za spust. Widziałam kulę, ale jakby w zwolnionym tempie dają mi trochę czasu. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że staję cię niewidzialna i tak się stało. Później gdy otworzyłam oczy stałam za jego plecami. Czas znów przyśpieszył.
- Co do.... - zaczął Noel. Odwrócił się i wpadł na mnie - Jak to możliwe - mówił, ale nie do mnie. Tylko do siebie. Podeszłam bliżej spojrzałam mu w oczy. Wiedziałam, że zaczynam się zmieniać. Wchłonęłam jego energię dopóki jego bezwładne ciało nie upadło na biały śnieg. Po wszystkim odwróciłam się i zobaczyłam, że Tomas i inni wybiegli zza drzew i zaczęli walczyć. Poszukałam wzrokiem Max'a. On był zajęty dawaniem wycisku jednemu z żołnierzy, ale nie zauważył, że zanim stał drugi celując w niego z broni. Krzyknęłam do niego, naciągając cięciwę. Strzeliłam. Strzała leciała tak szybko, że nikt nie mógł jej zobaczyć. Trawiła prosto w serce drugiego żołnierza. Ten upuścił broń, spojrzał na strzałę, tkwiącą w jego piersi, wypluł krew i osunął się na ziemię, plamiąc biały śnieg na czerwono. Max, walnął jednego, a gdy upadł, zerknął na mnie, uśmiechnął się i powiedział niesłyszalnie " Dziękuję ". Byłam tak zajęta, że nie spostrzegłam żołnierza, który celuje we mnie z broni.
- Kendra? Musimy się zbierać - mówiła Catia.
- Już idę - powiedziałam ostatni raz patrząc na pokój. Może już nigdy tu nie wrócę. Skierowałam się do wyjścia. Na zewnątrz stała Catia opierając się o ścianę. Gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się lekko i razem poszliśmy do sali.
Gdy weszłyśmy Tomas właśnie tłumaczył plan. Mieliśmy schować się w lesie i obserwować, a później na jego znak atakować. Do dyspozycji mieliśmy broń różnego rodzaju. Ja preferowałam łuk. Ostatnio odkryłam, że mogę stać się niewidzialna. W ubiegłym roku po wydarzeniu w zamku byłam nie tylko szybsza, ale miałam też wyostrzony słuch, węch i wzrok, no i oczywiście nie można było mnie zabić. Nauczyłam się panować nad pragnieniem i chęcią zabicia przyjaciół. Czasem było to trudne. Catia też nie była zwykłą dziewczyną. Była taka jak my, ale ona potrafiła przewidzieć przyszłość i to właśnie ona powiedziała nam o tym, co zamierza królowa. Umiała też zapalić coś siłą umysłu. I to właśnie my dwie odgrywałyśmy w tej wojnie znaczącą rolę. W sali zobaczyłam swoich przyjaciół jak wpatrują się w Tomasa z kamienną twarzą. Daniel kręcił się, rwąc się do walki. Każdy był ubrany na biało, obrócz mnie i Catii. Podeszłam do stolika przy którym siedzieli: Daniel, Luiza, Erin, Victoria, Bianka i Max. Usiadłam obok niego i uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Pamiętajcie, na mój znak atakujemy. Teraz możecie sobie wybrać broń. Kendra, Catia mogę was na chwilę prosić - powiedział Tomas patrząc na nas. Kiwnęłam głową na znak zgody. Wstałam i podeszłam do stolika, na którym leżała broń. Był tam też łuk. Wzięłam go do ręki i poszłam w stronę Tomasa i jego braci. Catia już tam stała i też miała ze sobą łuk, ale ten nie wyglądał jak mój. On był piękny, miał nawet rzeźbienia. To musiał być jej łuk.
- Dobrze dziewczyny. Plan jest taki. Wy pierwsze wychodzicie im na przeciw. Kendro uważaj na Catię, ona nie jest nieśmiertelna. Chroń ją - kiwnęłam głową - Zaatakujecie, będą myśleć, że jesteście tylko wy dwie. Żołnierze królowej są głupi, a wtedy by podejdziemy ich od tyłu. Rozumiecie?
- Tak - powiedziałyśmy razem.
- Dobrze, zbierajmy się - rzucił i wstał - Idźcie - ruszyłyśmy w stronę wyjścia.
- Ładny łuk. Twój? - spytałam ciekawa.
- Zrobiłam go.
- Jest piękny - powiedziałam - Chwila, zaraz wracam - już szłam w stronę moich przyjaciół. Gdy do nich podeszłam, spojrzeli na mnie.
- Musimy wygrać - powiedziałam stanowczo.
- Wygramy. Nikt nas nie pokona prawda - powiedział Daniel do pozostałych, a oni pokiwali głowami.
- Chodźcie tu - przyciągnęłam ich do siebie i mocno przytuliłam - Mam rozumieć, że widzimy się po akcji.
- Jasne - powiedzieli w tym samym czasie. Zerknęłam na Max. Przyglądał się mi ze smutkiem w oczach. Rzuciłam się mu w ramiona. On przytulił mnie, dodając mi tym samym odwagi. Odsunęłam się lekko od niego i pocałowałam. To był długi pocałunek. Wyrażał wszystko, co do niego czuję. Gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy, powiedziałam.
- Kocham cię. Cokolwiek by się stało pamiętaj o tym - patrzyłam mu prosto w oczy.
- Ja też cię kocham, a teraz idź czekają na ciebie - powiedział. Odsunęłam się od niego i podeszłam do Catii, która czekała na mnie cierpliwie. Na zewnątrz, puścili nas przodem. Było zimno, ale nie zwracałam na to uwagi. Wszyscy rozbiegli się i pochowali za drzewami. Musiałam przyznać, że w tych strojach w ogóle nie było ich widać. Usłyszałam głosy i widziałam kształty niedaleko nas. Dałam znak Tomasowi, że się zbliżają. A sama ukryłam się za dość szerokim drzewem, ciągnąc za sobą Catię.
- Zbliżają się - powiedziałam do zaskoczonej dziewczyny. Głosy były coraz bardziej słyszalne. Wiedziałam co za chwile miałyśmy zrobić.
- Wszystko będzie dobrze - rzuciła cicho Catia. Złapałam ją mocno za rękę i wyszłyśmy na przeciw całemu wojsku.
Gdy żołnierze nas zobaczyli stanęli. Już się nie bałam. Podniosłam głowę do góry i spojrzałam prosto na Noela. Miał na sobie mundur, patrzyła na mnie z uśmiechem na twarzy. Obok niego stał Dylan. Noel wystąpił do przodu.
- No. Kogo my tu mamy. Kendro, zgubiłaś się?
- Ja nie, a może ty?
- Haha. Widzę, że nie jesteś sama - spojrzał na Catię, która stała ciągle trzymając mnie za rękę.
- Widzę, że wyglądasz lepiej niż ostatnio, gdy cię widziałam.
- No cóż nie dzięki tobie. Mogłaś mnie zabić, dlaczego tego nie zrobiłaś?
- Nie wiem.
- Dobra. Już nie będę miły. Nie wyjdziecie z tego spotkania żywe.
- To się jeszcze okaże.
- Dylan. Zajmiemy się nimi - powiedział Noel.
- Z przyjemnością - powiedział chłopak. Ruszyli w naszym kierunku, z uśmiechem zwycięstwa na twarzy.
- Gotowa? - spytałam Catię.
- Jak nigdy - odpowiedziała. Noel i Dylan byli coraz bliżej. Puściłam rękę dziewczyny. Stałyśmy nie ruszając się.
- Nie będziecie walczyć? - zapytał Noel. W odpowiedzi obie się uśmiechnęłyśmy. Dylan zaatakował pierwszy. Rzucił się na Catię z nożem. Ona oczywiście wiedziała, że tak zrobi i zrobiła unik. Potem zaczęła koncentrować się na nożu, a ten powoli robił się czerwony. Zaskoczony Dylan upuścił go, ale zdążył poparzyć mu rękę. Wbił przestraszony wzrok w Catię. Noel patrzył na to z otwartymi ustami i w końcu spojrzał na mnie. Zamachnął się chcą mnie ugodzić, ale byłam szybsza i wyrwałam mu nóż i rzuciłam jak najdalej.
- Imponujące - powiedział. Wyciągając niespodziewanie pistolet i zaczął celować w moją głowę. Moje usta wykrzywiły się w uśmiechu. Noel pociągnął za spust. Widziałam kulę, ale jakby w zwolnionym tempie dają mi trochę czasu. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że staję cię niewidzialna i tak się stało. Później gdy otworzyłam oczy stałam za jego plecami. Czas znów przyśpieszył.
- Co do.... - zaczął Noel. Odwrócił się i wpadł na mnie - Jak to możliwe - mówił, ale nie do mnie. Tylko do siebie. Podeszłam bliżej spojrzałam mu w oczy. Wiedziałam, że zaczynam się zmieniać. Wchłonęłam jego energię dopóki jego bezwładne ciało nie upadło na biały śnieg. Po wszystkim odwróciłam się i zobaczyłam, że Tomas i inni wybiegli zza drzew i zaczęli walczyć. Poszukałam wzrokiem Max'a. On był zajęty dawaniem wycisku jednemu z żołnierzy, ale nie zauważył, że zanim stał drugi celując w niego z broni. Krzyknęłam do niego, naciągając cięciwę. Strzeliłam. Strzała leciała tak szybko, że nikt nie mógł jej zobaczyć. Trawiła prosto w serce drugiego żołnierza. Ten upuścił broń, spojrzał na strzałę, tkwiącą w jego piersi, wypluł krew i osunął się na ziemię, plamiąc biały śnieg na czerwono. Max, walnął jednego, a gdy upadł, zerknął na mnie, uśmiechnął się i powiedział niesłyszalnie " Dziękuję ". Byłam tak zajęta, że nie spostrzegłam żołnierza, który celuje we mnie z broni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz